Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avene. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 lutego 2015

Moja poranna pielęgnacja twarzy...

Witajcie!
Kochani dzisiaj szybka aktualizacja mojej pielęgnacji twarzy. Czy się coś zmieniło? A i owszem troszkę zmian jest. Zatem zapraszam Was do lektury.

La Roche-Posay, Avene, Dermedic

piątek, 11 lipca 2014

Wiosenne denko cz.2 czyli kosmetyki na ''nie''

Witajcie Kochani!
Dzisiaj spózniony post o kosmetykach, które mnie do końca nie zachwyciły i do których nie wrócę. Oto i moje typy kosmetyczne na ''nie''

PIELĘGNACJA TWARZY:

Hydraluron, Avene, Soap&Glory

Hydraluron - na samym początku kiedy go używałam zachwyciłam się nim i myślałam, że produkt jest godny ceny. Owszem jest, ale pod warunkiem, że naprawdę widać jakieś efekty. Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś więcej. Do tego serum nie wrócę tylko dlatego, że pod koniec używania moja skóra dziwnie po tym serum była przesuszona ??? Tak, tak nie nawilżona tylko przesuszona. Poza tym cena Ł16.99 troszkę wygórowana, a i tak to cena z promocji...
Avene - żel do demakijażu... Tak jak jestem wielką fanką Avene to z tym żelem jakoś długo mi się wspołpracowało i chyba nie do końca taka znajomość była taka jaką oczekiwałam... Raczej już do niego wrócę. Dla osób z wrażliwą cerą polecam.
Soap&Glory - tak jak firmę Soap&Glory uwielbiam i ich kosmetyki do ciała, tak kosmetyki do twarzy niekoniecznie im wychodzą do końca... Więcej nie kupię tego mleczka do oczyszczania twarzy. Uważam, że jest dużo więcej lepszych produktów do twarzy niż to mleczko... 

PIELĘGNACJA CIAŁA:

Balea, Fenjal, Argan Oil
Balea - żel do golenia... Ach ta Balea... Niektóre produkty potrafią uwieść ten żel do golenia niestety mnie nie uwiódł, a zawiódł... Na sto procent nie trafi więcej w moje łapki. Słabo się rozprowadzał, a zamiast maszynka miała sunąć po nogach to tępo się goliło nogi za pomocą tego żelu... Pozostanę wierna jednak żelom do golenia firmy Gillette...
Fenjal - żel pod prysznic... Miałam z tej serii balsam do ciała i naprawdę był dobry, stwierdziłam, że skoro balsam taki dobry to zapewne i żel pod prysznic też taki będzie, jakże się myliłam. Jakoś go zmęczyłam, przesuszał moja skórę niesamowicie po każdej kąpieli... Temu panu już podziękujemy... I nigdy już do niego nie wrócę...
Argan Oil foot pack -  skarpetki do stóp. Liczyłam, że okażą sie fajnym produktem.... Co prawda latem świetnie chłodzą, ale z nawilżania nici... Szkoda oj szkoda... 

Niekiedy kupując kosmetyki myślimy, że świetnie się sprawdzą, pierwsze użycia nas zachwycają, a po dłuższej znajomości zastanawiamy się czy to były dobrze ulokowane pieniążki... Są takie perełki do których lubimy wracać, ale te kosmetyki z poniższej listy nie są nawet godne polecenia... 


A czy w Waszych denkach znalazły się kosmetyki do których już nie wrócicie i nie polecicie? 
Pozdrawiam Was serdecznie 
Zapracowana i zabiegana Mama Małego Szkraba 
Wasza


czwartek, 3 lipca 2014

Wiosenne denko cz.1 kosmetyki na "tak"

Witajcie Kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem zdenkowanym. Chciałabym Wam przedstawić kosmetyki do których napewno wrócę lub już ponownie je kupiłam. 

PIELĘGNACJA TWARZY:
 
Avene, Lush, Saipan, Garnier

Odżywczy krem do twarzy Avene - bardzo dobry krem jeśli chodzi o odżywianie i nawilżanie skóry twarzy. Treściwy co też wspaniale spełnia się w okresie jesienno - zimowym, na lato troszkę za bogaty jak dla mnie. Powrócę do niego napewno.
Woda termalna Avene - jak do tej pory nie miałam lepszej i jak dla mnie naprawdę bardzo dobra.
Let the good times roll Lush - genialny czyścik do twarzy od Lush, bardzo dobrze peelingował twarz, ślicznie pachniał, a przede wszystkim skóra po takim oczyszczeniu naprawdę była oczyszczona i do tego nawilżona duży plus dla Lusha za ten produkt.
Algi białe- maska gumowa Saipan - cudowna maska algowa, która nie tylko nawilżała, ale i potrafiła ukoić skórę. Mam już drugie opakowanie dlatego też niedługo przygotuję dla Was o niej post.
Tonik z ekstratem z winogron Garnier - milo czasami wrócić do toniku z przed lat i dalej być z niego zadowolonym. Tani i dobry jedyny produkt z Garnier, który mnie nie zawiódł.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW:

Alterra, Kerastase, Argan Oil

 
Szampon i odżywka Alterra ( granat i aloes ) - oba produkty godne polecenia. Świetnie razem sprawdzają się w pielęgnacji włosów. Moim zdaniem cenowo bardzo przystępne, a i spełniają swoje oczekiwania.
Ampułka vita-ciment Kerastase - owszem naszpikowana chemią, ale moje włosy mimo wszystko czasami potrzebują i takiego wspomagacza. Szkoda tylko, że jest dostępna w sklepach internetowych lub na allegro, tak czy inaczej zapewne do niej jeszcze wrócę.
Argan Oil maska nawilżająca do włosów - mój hit jeśli chodzi o pielęgnację włosów. Nie dość, że mega tania, pięknie pachnie zielonym jabłuszkiem, a do tego hmmm stuprocentowe zadowolenie z nawilżenia i wygładzenia włosów.

PIELĘGNACJA CIAŁA:

Babydream, Hipp, Lady Speed Stick, Neal's Yard, Perfecta SPA

 
Emulsja do kąpieli Babydream - kupię ją jeszcze nie raz, moje ciało i przed ciążą, ale i w ciąży bardzo tą emulsję lubiło. Polecam każdemu.
Oliwka do ciała Hipp - jak dotąd najlepsza oliwka do ciała na rynku kosmetycznym, pozbawiona wszelkich dodatków chemicznych. Uwielbiam ją ja, ale i mój Synek również. 
Lady Speed Stick - to mój stały bywalec kosmetyczny, który chroni mnie od przykrego potu zawsze i wszędzie jest ze mną. Nie wiem ile opakowań już zużyłam.
Masło wygładzające Perfecta - zapach marcepanu już na dzień dobry mnie uwiódł, a samo masło i jego lekka formuła zachęca do ponownego rozsmarowania. W połączeniu z peelingiem do ciała tej firmy duet doskonały. 
Krem do rąk Neal's Yard - Krem z miodem organicznym oraz olejkiem pomarańczowym. Bardzo dobry krem do rąk szczególnie zimą rewelacyjnie otulał moje dłonie, a przy tym zapach pomarańczy. Ach i och.


To są kosmetyki do których wrócę jeszcze nie raz. To lista produktów które mnie nie zawiodły, które mogę polecić każdemu.
 A czy Wy macie takie produkty do których wracacie po każdym zdenkowaniu?
Pozdrawiam Was cieplutko 
Zapracowana Mama Małego R. 



poniedziałek, 28 października 2013

Moja jesienna pielęgnacja twarzy...

Witajcie Kochani!
Wracam do Was przebudzona z jesiennego snu. Przez ostatnie tygodnie byłam nieco niedostępna śpiąca, zmęczona, nic mi się nie chciało. Już jest lepiej i postanowiłam troszkę więcej być dostępną na blogu. Przyszła jesień i postanowiłam bardziej zadbać o swoją twarz. Biorąc pod uwagę, że częściej jest zimno, a w domu również włączamy ogrzewanie, a buźka niestety na tym cierpi jeśli chodzi o suche powietrze w pomieszczeniach. Pokaże Wam moje kosmetyki, które są ze mną każdego ranka i wieczora. 

Avene Cleanance żel, Garnier tonik z ekstraktem z winogrona
Avene Cleanance żel - Jeden z moich ulubionych żelów do mycia twarzy. Świetnie zmywa wszelkie zanieczyszczenia z buzi, odświeża, nie mam po nim efektu ściągnięcia twarzy, a do tego jest niesamowicie wydajny. Taka buteleczka starcza mi naprawdę na długo. Mogę spokojnie z zamkniętymi oczami polecić go każdemu. 
Garnier tonik z ekstraktem z winogrona - Ostatnio skończyłam swoją przygodę z tonikiem Avene. Chciałam wypróbować coś innego. Długi czas próbowałam sobie coś znaleźć. Nie chcąc wydawać dużej sumy na tonik postanowiłam tym razem dać szansę tonikowi od Garnier. Jeszcze kiedyś jak studiowałam używałam go i pamiętam, że byłam z niego zadowolona. Teraz też muszę przyznać, że jest niezły jak na taką cenę i jak na tonik. O toniku pojawi się w niedługim czasie obszerniejsza recenzja. 

Jeśli chodzi o nawilżanie skóry twarzy postawiłam na swoje kremy, które nie zawiodły mnie zeszłej jesienno - zimowej porze, które spisywały się na medal. Mowa tu o dwóch kremach od Avene. Dołączyło również do nich serum Bioliq, które teraz testuje oraz nowo zakupiony kremik pod oczka by nature.

Bioliq, by nature, Avene
Oba kremy, które naprawdę zasługują na wielki ukłon z mojej strony to kremy firmy Avene.
Avene Hydranace Riche jego używam w porannej pielęgnacji, świetnie współgra z podkładem, skóra twarzy jest miękka, delikatna w dotyku, a przy tym bardzo dobrze nawilżona przez cały dzień. Jak do tej pory ten krem jeszcze nigdy mnie zawiódł. 
Jeśli chodzi o wieczorne nawilżanie tutaj moim drugim faworytem jest również Avene, ale krem odżywczy.
Avene Creme nutrive czyli kremik odżywczy - świetnie się spisuje wieczorem, po całym dniu kiedy zmyjemy już makijaż, dalej skóra jest dobrze nawilżona, a przy tym odżywiona. Po nocy kiedy wstaje z rana widzę, że moja buźka jest wypoczęta i promienieje, wiem że jest to zasługa właśnie tego kremu. Jeśli miałabym być szczera to latem go nie polecam, ale w porze jesienno-zimowej jak najbardziej sprawdza się bardzo dobrze. 
Oprócz kremów lubię również różnego rodzaju serum do twarzy. Latem będąc w Polsce postanowiłam się skusić na Bioliq. Dopiero co zaczęłam go używać i jeśli chodzi o dłuższą wypowiedz na jego temat musicie mi dać troszkę czasu, ale jak po tygodniowym testowaniu to jestem bardzo mile nim zaskoczona i nie wiem czy nie będzie gościć na mojej półce częściej. 
Krem pod oczy by nature to również nowość, niedawno zakupiona w TK Maxx-ie, zapowiada się obiecująco po kilku razowym używaniu, obiecuję w niedługim czasie coś Wam tutaj naskrobać o nim. 
Przez cały rok nie odstępuje mnie na krok woda termalna Avene. Wiele razy już Wam pisałam, że jest to moja ulubiona woda termalna. Nie wyobrażam sobie pielęgnacji twarzy bez niej. Używam jej przez cały rok, świetnie odświeża i nawilża skórę twarzy. Jestem z niej bardzo zadowolona i nie wyobrażam sobie by zabrakło mi jej.

Avene woda termalna
Na koniec pokaże Wam już mój gażdżecik do mycia twarzy. Pamiętam, że jakiś czas temu było dość głośno o gąbkach konjac do mycia twarzy. Moja gąbeczka została zakupiona w Rossmannie. Jest to gąbka konjacowa Ewy Schmidt. Świetnie zmywa resztki makijażu z zakamarków twarzy. Oprócz tego zauważyłam, że częste jest używanie spokojnie pozwala pozbyć się suchych skórek z twarzy, jeśli się takie niekiedy pojawiają. O niej również będzie obszerniejszy post w niedługim czasie.

Ewa Schmidt - gąbeczka konjac
A jakich kosmetyków do pielęgnacji twarzy jesienią Wy używacie? Jeśli macie swoich ulubieńców chętnie ich poznam?
Pozdrawiam Was z wietrznej Anglii 
Wasza 



poniedziałek, 2 września 2013

Wakacyjne, lipcowo-sierpniowe denko

Witajcie Kochani!
    Dzisiaj post jeszcze troszkę wakacyjny, gdyż jest to lipcowo-sierpniowe denko. Są kosmetyki, które sięgnęły dna, a ja chciałabym je Wam pokazać. Kosmetyki podzieliłam sobie tematycznie czyli: coś na włos, coś na twarz, coś do ciała, coś na dłonie, coś odświeżającego i saszetkowy misz-masz :) 

Coś na włos:
Moroccan Argan Oil szampon i odżywka oraz ampułka Kerstase 

Szampon i odżywka Organix towarzyszyły mi bardzo długo, aż doczekały się dna. Zapewne kupię jeszcze szampon i odżywkę, przede wszystkim za zapach, za wydajność i za to, że moje włosy pokochały szampon jak i odżywkę. Jeśli interesuje Was recenzja zapraszam tutaj klik
           Kupiłam sobie jakiś czas temu ampułkę Kerstase Vita-Ciment, moja fryzjerka mi ją polecała.  Czy się sprawdziła i czy jeszcze ją kupię? Tak zdecydowanie tak, chętnie ją jeszcze na swoich włosach chcę poczuć.

Coś na twarz:

Lush Angels on Bare Skin, Avene woda termalna i tonik, serum Balance
 Lushowy aniołek Angels on Bare Skin zdenkowałam go, ale fajerwerków nie było. Był dobry, być może jeszcze do kiedyś do niego wrócę. Pisałam o nim tutaj: klik jeśli potrzebujecie więcej informacji.
Moi letni ulubieńcy czyli Avene woda termalna oraz tonik do twarzy. Zdecydowanie kupię te kosmetyki jeszcze raz. Wody termalnej Avene używam przez cały rok. Tonik Avene również chętnie kupię go jeszcze raz, naprawdę godny uwagi.
Serum nawilżające Balance do twarzy okazało się niezłym kosmetykiem wakacyjnym. Bardzo dobrze współpracowało to serum wraz z kremem nawilżającym, niekiedy stosowałam też pod makijaż mogę szczerze napisać, że byłam z niego zadowolona. Wygodna buteleczka z aplikatorem w formie pipetki, tak myślę, że jeszcze jak je trafię to je kupię. 

 Często też wracam w swojej pielęgnacji twarzy do ampułek Rival de Loop. Koncentrat aloesowy z minerałami cudownie nawilża i odżywia skórę twarzy. Latem kiedy słoneczko świeciło, opalało moją buźkę, również przesuszyło ją delikatnie, wtedy ratunkiem dla mojej skóry twarzy była ta ampułka. Jeszcze nie raz ją kupię. Polecam.

Rival de Loop, ampułka aloesowa
 Jeśli chcesz o niej wiedzieć więcej zapraszam Was tutaj

Coś do ciała:

A co znalazło się w pielęgnacji ciała? Dwa kosmetyki jeden od Nivea, a drugi od Balea

Nivea balsam do mycia ciała, Balea żel pod prysznic kokosowy z kwiatem tiare
Balsam do mycia ciała pod prysznic Nivea to była miłość od pierwszego nabalsamowania się pod prysznicem. Nic dodać, nic ując jeszcze nie raz będzie u mnie gościł, jak tylko rozleniwię się z balsamowaniem ciała. Obszerniejsza recenzja, zapraszam zainteresowanych tutaj
Jeśli chodzi o żel pod prysznic Balea, nie zachwycił mnie zbyt bardzo, ale może kiedyś jeszcze jak będę miała okazję to zrobię do niego drugie podejście. Chcecie wiedzieć o nim więcej to możecie zajrzeć właśnie tutaj

Coś na dłonie:

L'occitane krem do rąk z 20% zawartością masła shea
Ten krem towarzyszył w mojej torebce, zawsze wtedy kiedy czułam, że moje dłonie są suche i potrzebują nawilżenia. Oceniłam go bardzo średnio, ale myślę, że jeszcze kiedyś pojawi się na moich dłoniach. Dobrze nawilżał suchą skórę dłoni. Ponadto małe opakowanie, wygodne do noszenia w torebce :)

Coś odświeżającego:

Adidas pure lightness, Gillette Satin Care Olay
 
Adidas pure lightness lekki, letni, zapach, który odświeżał mnie kiedy tego potrzebowałam. Świetnie się spisywał i niekiedy koleżanki z pracy pytały mnie: Czym Ty tak ładnie pachniesz? Odświeżenie szybkie i gwarantowane na długi czas. 
Gillette Satin Care Olay zadbał o moje gładkie nóżki bez wystających niechcianych włosków. Żel do golenia Gillette Satin Care, zawsze sięgam po niego to nie jest moje pierwsze opakowanie i zapewne ostatnim też nie jest.

Saszetkowy misz-masz:

Próbki i maseczki
Vichy Idealia chętnie ją wypróbowałam i zastanawiam się nad kupnem pełnowymiarowego opakowania. 
Pat&Rub rewitalizujący balsam do rąk żurawina-cytryna. Fajnie nawilżał moje dłonie, ale troszkę przeszkadzał mi zapach był za intensywny. 
Maseczka Dermika-Perfekcja cudowna maseczka z glinką zieloną, po którą czasami sięgam. Wspaniale odświeża, nawilża i oczyszcza buźkę. Naprawdę ją polecam, myślę, że ją znacie. Jeśli lubicie glinkę w maseczkach to ją serdecznie Wam polecam.
Luvos maseczka z glinką. Maseczka, której nigdy wcześniej nie używałam okazała się bardzo dobrą maseczką, szkoda, że nie mam do niej lepszego dostępu. 
Aussie 3 Minute Miracle- 3 minutowa odżywka z aloesem i olejem jojoba. Nie była zła, ładnie pachniała, ale raczej nie skuszę się nią ponownie. 

Mam nadzieję, że dotarliście do końca. A jak Wasze projekty sierpniowych denek? 
Pozdrawiam Was serdecznie 
Wasza 




środa, 17 lipca 2013

Avene Very High Protection Cream SPF 50+ Chroń się przed słońcem

Kochani!
 Tegoroczne lato w Anglii wszystkich zaskoczyło. Na początku sobie słoneczko świeciło, świeciło i tak ta chwila trwa do teraz kiedy są upały. I kto by pomyślał, że Anglia tylko jest skazana na mgłę i deszcz? Od kiedy rozpoczęły się te gorące dni pobiegłam do Bootsa by zakupić sobie coś z filtrem. Wyboru za dużego nie miałam. Chciałam się skusić na La Roche Posay, ale niestety akurat go nie było i zdecydowałam się na: Avene Very High Protection Sun Cream SPF 50+

Avene Very High Protection Sun Cream SPF 50+
Szybka recenzja jeśli chodzi o mojego ochroniarza od promieni słonecznych.

OPAKOWANIE I WYGLĄD:
Opakowanie w formie miękkiej, plastikowej tuby o pojemności 50ml. Tubka wygodna w użyciu, gdyż spokojnie można ją postawić do góry nogami i kremik spływa nam prosta do ujścia tubki. To co mi się spodobało to, że opakowanie jest zaopatrzone w dozownik. Dzięki temu jest dużo prostsza aplikacja. Poza tym na dozownik nakłada się plastikową przezroczystą nakrywkę.

Avene krem SPF 50+
Można spokojnie ten kremik nosić w torebce ze względu na jego wielkość i pojemność. Sam wygląd opakowania jest prosty bez zbędnych udziwnieniem. Pomarańczowe opakowanie plus białe napisy. 

Avene SPF 50+





 KONSYSTENCJA:
Większość kremów z Avene przybiera formę delikatnie lejących się kremów, nie są mocno zbite. Ten też taki nie jest. Krem jest koloru białego. 

Avene krem przeciw promieniom słonecznym z wysokim filtrem 50+

Szybko się wchłania, nie pozostawia lepkiej warstwy, ale jeśli za dużo go rozprowadzimy na buźce pozostawia białe "placki".  Dlatego zawsze po tym jak go rozsmarowuje sprawdzam kilka razy w lusterku czy nie mam żadnych białych "placków" czy też plam.

ZAPACH:
Krem nie posiada żadnego zapachu według mnie.Trudny jest do zidentyfikowania. Pachnie tylko w momencie kiedy wyciskam go z tubki, ale po nałożeniu już nic nie czuję. 

DZIAŁANIE:
Krem firmy Avene ma chronić przed promieniami słonecznymi. Posiada wysoki filtr, bo aż 50+. Zabezpiecza skórę przed działaniem promieni UVB i UVA. Krem według informacji na opakowaniu jest wodoodporny i ma chronić przez długi czas. 

Avene Very High Protection 50+

MOJA OPINIA I SPOSTRZEŻENIA: 
Jestem wielką fanką firmy Avene wspominałam już o tym wiele razy. Jeśli chodzi o ten krem hmmm miałam mieszane uczucia do niego na początku stosowania. Mam wrażenie, że kiedy nakładałam większą warstwę na buźkę wyglądałam jakbym nasmarowała się czymś białym. Później miałam wysyp zaskórników, ale...No właśnie małe, ale... Moja skóra musiała się chyba do tego kremu przyzwyczaić, a ja musiałam znaleźć swoją odpowiednią dawkę. Kiedy się już nauczyłam aplikować ten krem na buźkę jestem z niego bardzo zadowolona. Szybko się wchłania, moja buźka jest chroniona przez cały dzień przed słońcem i dodatkowym atutem jest nawilżenie. Świetnie współpracuje w podkładem. Nie roluje się, nie klei, nie lepi. Jak dla mnie jest bardzo dobrym kremem z tak wysoką ochroną przeciwsłoneczną.

A jakich kremów z filtrem Wy używacie? Może znacie jakieś inne kremy godne polecenia? Chętnie poznam Wasze opinie. Tymczasem pozdrawiam Was z gorącej Anglii







czwartek, 6 czerwca 2013

Czerwcowe nowości w mojej kosmetyczce

Witajcie Kochani
  W poprzednim poście było majowe, ubogie denko. Maj minął i czas pokazać co się pojawiło w mojej kosmetyczce w czerwcu. Żeby nie przedłużać pokaże Wam szybciutko zdjęcia: 


       Jak już wcześniej pisałam jestem fanką firmy Avene.


 Miałam okazję kupić w Bootsie na przecenie dwa produkty czyli żel do mycia twarzy Cleanane oraz krem z tej samej serii. Okazja była jak widać, bo za oba produkty zapłaciłam całe 5Ł. Myślałam, że może coś z datą ważności jest nie tak, że niedługo wychodzi, ale okazuje się, że ważne są jeszcze przez półtora roku. Bardzo się z nich ucieszyłam. Za punkty zebrane na karcie Boots zakupiłam sobie krem do twarzy Avene z filtrem 50+. Obiecuje, że pojawi się o tej kosmetycznej gromadce Avene oddzielny post. 
Nie mogłam się też w tym miesiącu nie pokusić o to by nie zakupić sobie jakiegoś nowego lakieru do paznokci. Miała być tylko miętka od Maybelline numer 615 o nazwie Mint For Life, ale też się trafiła okazja Sally Hansen 404 Greige Gardens za cały funcik i jak mogłam sobie tego odmówić. W Lidlu wypatrzyłam zmywacz do paznokci. Spodobał mi się gdyż ma pompkę, co ułatwi mi jego aplikację. Popróbuję, przetestuję i zdam Wam relacje. 


 Niespodzianek w tym miesiącu nie było końca. Zupełnie przez przypadek będąc w angielskim tzw. funciaku wpadłam na pomadki do ust. Wzięłam sobie Nivea Hydro Care, którą uwielbiam i nie wiem jakim sposobem trafiła do mojego koszyka szminka NYC i kredka do oczu, za obie zapłaciłam funcika, bo były w zestawie.


O tych wszystkich nowościach postaram się Wam jak najszybciej dać znać. Mam nadzieję, że będę mogła niektórych nazwać swoimi ulubieńcami czerwca.

A co trafiło do Waszych kosmetyczek w tym miesiącu? Już coś zakupiłyście czy jeszcze powstrzymujecie się od kosmetycznych zakupów? 
Życzę miłego dnia 

Przesyłam moc dobrej energii  i słoneczka




niedziela, 26 maja 2013

Avene Pediatril czy tylko dla dzieci?

Witajcie Kochani 
Jak już zdążyliście zauważyć jestem kosmetyczną fanką firmy Avene. Uwielbiam kremy do twarzy, wodę termalną, mleczko do makijażu, tonik do twarzy, każdy jeden kosmetyk Avene, który zawiera w sobie wodę termalną. Miałam okazję w swojej kolekcji Avene przetestować krem nawilżający dla dzieci Pediatril. 


Krem w prześlicznym niebieskim opakowaniu o pojemności 50 ml. Opakowanie nie przesłodzone, delikatne i do tego proste w obsłudze. Tubka wygodna, niewielka, a przy tym też wydajna.


 Krem został wyprodukowany na bazie wody termalnej, nie zawiera parafiny, parabenów, barwników, alkoholu,  itp. w trosce o buźkę maluszków. Jest bezzapachowy co też bardzo mi się podoba. Pediatril dobrze nawilża i łagodzi skórę twarzy. Nie uczula, nie podrażnia, nigdy się nie zdarzyło bym miała po nim jakiekolwiek zaczerwienienia. Używam go w czasie kiedy potrzebuję dobrego nawilżenia po tym kiedy na noc używam Triacnealu. Nie mam żadnych zastrzeżeń, bo radzi sobie jak tylko może, a przy tym bardzo dobrze nawilża, a przy okazji również odżywia skórę twarzy. W czasie kiedy wyciskam krem z tubki łatwo jest zauważyć, że zawiera w sobie wodę termalną gdyż nim nie zaczęłam nim potrząsać przed wyciskaniem najpierw wypływała z opakowania woda. To takie moje spostrzeżenie. Szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstewki. Moim zdaniem jest to bardzo dobry krem dla dorosłej osoby jak i dla maluszków, gdzie ta skórka wymaga specjalnej pielęgnacji. Ja osobiście jestem naprawdę przeogromną fanką kosmetyczną firmy Avene ( nie mam z tego żadnych profitów oraz nie jestem w żaden sposób powiązana z firmą ). Tego czego spodziewałam się  od  Pediatrilu spełnił moje oczekiwania. 

Pytanie czy zakupię kolejne opakowanie tego kremu z firmy Avene ? Moja odpowiedz brzmi zdecydowanie tak. Nie tylko z myślą o sobie, ale w przyszłości jako Mama kupię go w trosce o skórkę mojego dziecka. A Czy Wy czasami używacie kosmetyków które przeznaczone są dla dzieci? 
Przesyłam Wam moc promyczków słonecznych Wasza 






niedziela, 7 kwietnia 2013

Marcowi wykończeni długą zimą

     Dzisiaj postanowiłam napisać post o moich marcowych wykończonych długą zima czyli marcowe denko.  Kosmetyki w marcowym denku według mnie są różnorodne. Wykończyłam je naprawdę z przyjemnością.



Pisałam już wcześniej o moich różowych ulubieńcach firmy Soap&Glory. W ubiegłym miesiącu skończyłam masło do ciała The Righteous Butter.


Pisałam już o nim wcześniej na swoim blogu. Z mego punktu widzenia uważam, że to masło nie tylko pięknie pachnie, ale i wspaniale wygładza i nawilża ciało. Szczerze Wam go polecam. nie wiem jak jest z kupnem go w Polsce, ale jeśli będziecie przelotem w Anglii lub macie kogoś tutaj warto je sobie kupić i wypróbować. 
Moim ulubieńcem jeśli chodzi o antyperspiranty jest Lady Speed Stick o zapachu Orchard Blossom.


Używam go już bardzo długo. Jego kremowa konsystencja bardzo dobrze chroni mnie przed przykrym zapachem. Piękny, świeży zapach. Nigdy mnie nie zawiódł. Jedynym minusem jest to, że trzeba uważać z czarnymi ubraniami, bo pozostawia biała smugi w momencie kiedy ubieramy się. Poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń. Mogę Wam go polecić i wiem, że nie będziecie żałować. 
Kremik, który towarzyszył mi przez cały okres zimowy to krem firmy Avene nawilżający do skóry suchej i bardzo suchej z filtrem SPF 20.



Ja ten krem pokochałam od pierwszego użycia. Używałam go do dziennej pielęgnacji. Myślę, że nasza znajomość się nie zakończy. Lekki, delikatny kremik doskonały pod podkład. Wspaniale nawilża, wygładza i szybko się wchłania. Zwłaszcza z rana kiedy za bardzo nie mam czasu, a makijaż robię w ekspresowym tempie. Uwielbiam go i następny Avene czeka już na mnie w szufladce z kosmetykami. Dla mnie idealny nic dodać nic ująć. 
W marcu moja skóra była niestety sucharem. Mimo, że ja nawilżałam i o nią dbałam. Gorące kąpiele, które uwielbiam troszkę przesuszyły mi skórę. Będąc na zakupach w TKMaxxie pewnego razu natknęłam się na Olejek malinowy do ciała i masażu Greenland. 


Olejek dość tłusty w konsystencji, ale zawierał w sobie olej ze słodkich migdałów, olej makadamia i witaminę E. Używałam go co jakiś czas kiedy brałam prysznic po tym jak już ciałko było umyte natłuszczałam je. Olejek przywrócił nawilżenie memu ciału. Niekiedy używałam go też do masażu. Kupiłam go tylko i wyłącznie, że był przeceniony, ale nie żałuje. Dobry niedrogi kosmetyk na suche partie ciała. 
W marcu też miałam okazję wykończyć jedno z opakowań swojego suchego szamponu Batiste Cherry. 


  Wersja mini do torebki szybko ujrzała swoje dno. O suchym szamponie Batiste Cherry pisałam w poprzednim poście. Nie jest to kosmetyk, którego używam codziennie, ale w sytuacjach awaryjnych. Zdania o nim są podzielone. Jedni chwalą, drudzy ganią. Dla mnie osobiście bardzo fajny gadżecik kosmetyczny, który warto mieć. Zapach przyjemny, nie sklejaj włosów, w szybkim tempie odświeżał kiedy tego potrzebowałam w niekomfortowych sytuacjach. Mimo, że moje nastawienie było dość sceptyczne. Ta wersja szamponu będzie gościć w mojej kosmetyczce. Będę go również polecać z czystym sumieniem, wypróbowałam go i wiem, że jest warty polecenia.
  W demakijażu pomagał mi w ostatnim czasie płyn micelarny Ziaja Med


  Ziaja Med średnio oczyszczał skórę twarzy, usuwał makijaż, z małym ale. W momencie kiedy używałam tuszu wodoodpornego nie radził sobie totalnie. Nie byłam z tego zadowolona. Mimo, zapewnień producenta, że kosmetyk nie podrażnia wcale bym się z tym nie zgodziła. Kiedy używałam go wokół oczu niekiedy kończyło się na tym, że moje oczy łzawiły. Zaprzestałam używać go do demakijażu oczu, ale postanowiłam, że go skończę. Ze skórą twarzy jakoś sobie radził. Czy jest godny uwagi hmmm muszę powiedzieć nie, dla mnie się nie sprawdził. Choć napaliłam się na niego jak szczerbaty na suchary.
  Zmywaczem do paznokci, który dla mnie okazał się moim hitem jest zmywacz Sally Hansen do suchych paznokci z witaminą E i aloesem. 


Mogę z czystym sumieniem napisać, że jest to bardzo dobry zmywacz do paznokci. Nie wysusza płytki paznokciowej, ani skórek wokół niej. Nie pozostawia białego nalotu na skórkach. Zapach nie jest drażniący. Świetnie sobie radzi z lakierami jasnymi i ciemnymi. W czasie zmywania nie robi smug na paznokciach. Butelka wydajna, bo aż 200ml. Jedyny minus, że butelka ma dość duży otwór i kiedy dozujemy do na płatek kosmetyczny trzeba uważać by nie nalać go za dużo. Ogólnie bardzo dobry zmywacz do paznokci. Zakupiłam już kolejną butelkę. Nie wyobrażam sobie innego zmywacza do paznokci. 

A jak Wasze marcowe wykańczania kosmetyczne? Miałyście kosmetyki godne uwagi, a może pojawiły się wśród nich buble? Czekam na Wasze spostrzeżenia.

Pozdrawiam serdecznie 



                       



środa, 2 stycznia 2013

Pyszna kawa, kawałek domowego ciacha i moja recenzja kosmetyków Avene


Nie wiem jak Wy, ale kiedy siąpi deszcz, jest ponuro, moje bateryjki życiowe bardzo szybko się rozładowują. Aby szybko się zregenerować i poniekąd poprawić sobie humor wypijam pyszną kawkę i zjadam kawałek pysznego domowego ciacha.






Po tym jak człowiek napije się kawki i spałaszuje kawałek pysznego domowego ciacha, może ruszać do pracy. Jak już wcześniej wspominałam w tytule swojego posta dzisiaj również będzie recenzja dermokosmetyków Avene.
 
Moja przygoda z Avene rozpoczęła się w ubiegłym roku jesienią. Moja znajoma poleciła mi wodę termalną. Na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona do jej używania, ale kiedy już wprowadziłam ją do codziennego dbania o buźkę i widząc zmiany na niej bardzo szybko zmieniłam zdanie.  Wody używałam w okresie jesiennym, ale dalej kontynuuję moją pielęgnację twarzy i używam wody termalnej. Bardzo dobrze nawilża twarz.  Krok po kroku i moja kolekcja kosmetyków Avene zaczęła się powiększać. Dokupiłam sobie żel oczyszczający Cleanance: 

 Jak do tej pory używałam różnych żeli, różnych firm do mycia twarzy. Zawsze nastawiałam się pozytywnie, a później niestety bardzo szybko pojawiało się rozczarowanie. Moja skóra na twarzy była ściągnięta, zaczerwieniona, bądź też po jakimś czasie moja buźka cierpiała i dostawałam bardzo szybko wyprysków. I wtedy po raz kolejny sięgałam po coś nowego. Cieszę się, że tym razem trafiłam na Avene. Żelu używam do mycia twarzy dwa razy dziennie rano i wieczorem. I naprawdę z czystym sumieniem mogę Wam go polecić. Przede wszystkim jest naprawdę bardzo wydajny, zapach jest delikatny, dobrze się pieni i skóra jest oczyszczona. Dlatego też z czystym sumieniem Wam go polecam. Następnym moim ulubieńcem w dbaniu o cerę jest: Łagodny żel do demakijażu:

 Konsystencja jest lekka, przyjemna w użyciu, a skóra po usunięciu makijażu oczyszczona i nawilżona. Jedynym takim malutkim minusem tego produktu jest to, że żel po aplikacji trzeba zmyć wodą. To jest taki malusieńki minusik tego żelu do demakijażu, ale nadal jest moim ulubieńcem tak samo jak: Łagodny tonik:

Tonik jest przeznaczony dla cery wrażliwej ze skłonnościami do przesuszania. Rzeczywiście po tym jak sobie przemyjecie skórę tonikiem czujecie, że jest miękka i delikatna. Plusem tego toniku jest to, że nie zawiera alkoholu i nie czujemy ściągnięcia na twarzy. 
Aby twarz była dobrze nawilżona używam kremów do twarzy Avene. Używam dwóch rano: 
Kremu nawilżającego do skory suchej i bardzo suchej z filtrem SPF 20:

A wieczorem, po demakijażu i umyciu buźki używam: Kremu odżywczego:

Oba kremy muszę przyznać są świetnie. W okresie jesienno-zimowym kiedy moja cera jest przesuszona i potrzebuje zastrzyku nawilżenia, dla mnie oba kremy spisują się na szóstkę z plusem. Cera jest dobrze nawilżona, krem szybciutko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy. Jest idealny pod podkład. Po tych kremach nie tworzą się zaskórniki. A skóra z dnia na dzień staje się promienna, odżywiona i  nawilżona. I aż miło z rana spojrzeć w lusterko i być zadowolonej ze stanu swojej twarzyczki :) 
Skoro mowa o zadowoleniu chciałam Wam również napisać kilka słów o TriAcnealu:


Żałuję jednego, że tak naprawdę odkryłam ten kremik tak późno. Polecam, polecam, polecam i jeszcze raz polecam go tym którzy mają problemy trądzikowe i nie tylko trądzikowe, ale również zaskórnikowe. Po lecie kiedy moja twarz była przesuszona, a ja jeszcze nie używałam serii Avene. Na początku września zauważyłam, że moja twarz została zbombardowana przez małe krostki i zaskórniki. Czekałam dość długo, by zacząć używać TriAcnealu. Kremik ten zawiera kwas glikolowy, który ładnie złuszcza naskórek i spłyca blizny potrądzikowe. Ale tym samym lepiej go nie używać w okresie letnim kiedy słoneczko praży, żeby nie pojawiły się przebarwienia. Nie nastawiajcie się, że po pierwszym razie ten krem Wam pomoże, ale po kilku razach Wasza cera wróci do dobrej formy. Aplikujemy go na noc-punktowo, konsystencja kremu jest delikatnie tłustawa i jeśli mamy białą pościel ostrzegam, że krem może zostawić żółtawe plamy. Efekt jest dość ciekawy, bo krem naprawdę działa, jeśli używamy go systematycznie. Spłyca blizny, zapobiega powstawaniu nowych zmian zapalnych, skóra staje się napięta i elastyczna, wyrównuje kolor skóry, pory ulegają zwężeniu. I przede wszystkim tubka 30ml jest bardzo wydajna. Tego kremu starcza na dość długo. 
 Dlatego też ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że warto zainwestować w ten krem i zacząć go używać :)

To by było na tyle moich recenzji dermokosmetyków Avene. Ja osobiście, jestem pod wrażeniem ich działania i szczerze mogę polecić. Warto czasami wydać troszkę więcej, a być zadowolonym i widzieć efekt z którego naprawdę jesteśmy zadowolone :) A Wy jakich kosmetyków używacie, które są godne polecenia?

Pozdrawiam