Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clinique. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clinique. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 października 2014

Jesienni ulubieńcy...

Witajcie!
Przybywam dziś do Was z jesiennymi ulubieńcami. Jedni już ich znają, a drudzy być może dopiero oglądają. Nie przedłużam i zapraszam Was do lektury. 


czwartek, 10 kwietnia 2014

Trzej tuszowi Muszkieterowie... a może raczej Mascarowe Masakry ?

Witajcie! 
Przychodzę do Was dzisiaj z recenzją trzech tuszy do rzęs. Pisałam Wam niedawno o tym jak z podkulonym ogonem wróciłam do swojego starego i wypróbowanego Loreala. Dzisiaj niestety nie o nim, ale o moich trzech tuszowych Muszkieterach...Co do bycia Muszkieterami to im daleko raczej nazwałabym co poniektórych z nich hmmm masakrami. 

Benefit, Wibo, Clinique
Przejdzmy do rzeczy:

Tuszem na który bym się chyba skusiła według mojego rankingu to były tusz Clinique High Impact.

Clinique High Impact

  • ładnie podkreśla rzęsy 
  • nie skleja ich 
  • tusz się nie kruszy 
  • nie rozmazuje się przez większość dnia 
  • szczoteczka świetnie rozczesuje rzęsy 
  • nie uczula, nie podrażnia
  • naturalny efekt podkreślenia rzęs
  • kolor to intensywna czerń

Na ten tusz z pewnością pisałabym się po raz drugi gdyby nie fakt, że po całym dniu noszenia go w czasie gdy jest ciepło i wilgotno niestety ten tusz troszkę mnie zawiódł, gdyż miałam delikatnie rozmazane oczy zwłaszcza pod dolną powieką. Do niczego innego nie umiem się przyczepić z racji tego, że tusz nie jest wodoodporny.

Tusz, który okazał się średniakiem mimo, że naczytałam się o nim achów i ochów to Benefit They're Real.


Benefit They're Real
Naprawdę spodziewałam się po nim, że będzie moją maskarową perełką. Okazało się inaczej. Albo jestem uprzedzona do szczoteczek tego typu, albo nie umiem się tym tuszem malować. Moje rzęsy były cudownie nie rozczesane, a posklejane. Nie bardzo umiem zrozumieć dlaczego ta szczoteczka nie dość, że jest plastikowa, to jeszcze na końcu jest również zaokrąglona i niby ma rozczesywać i tuszować. U mnie ten tusz nie do końca się sprawdził.
  • malowanie rzęs tym tuszem to efekt posklejanych rzęs
  • szybko wysycha
  • szczoteczka niezbyt wygodna
  • zaokrąglenia grzebyczka na końcach według mnie mało przydatne
  • po kilku godzinach tusz delikatnie się kruszy 
  • ciężko się zmywa
  • kolor dość intensywny
 Prawdziwym bublem jak dla mnie okazał się właśnie Wibo Growning Lashes.

Wibo Growning Lashes
Skusiłam się na niego po przeczytanych recenzjach. Napaliłam się jak głupia. Dobrze, że cena nie była jakaś porywająca przynajmniej nie żałuje, że ten tusz wyląduje w koszu. Porażka nad porażkami jeśli chodzi o tusz do rzęs.
  •  tusz zaraz po umalowaniu się kruszy 
  • na efekt - pandy pod oczami długo czekać nie trzeba
  • szczoteczka nie jest do końca zła, ale rzęsy są posklejane
  • trudno się zmywa, nie wiem dlaczego ???
  • nie pogrubia rzęs
  • kolor mało intensywny
Ciężko mi nie było z tymi tuszami zakończyć znajomość mimo, że przedziały cenowe tych tuszy są różne. Cieszy mnie fakt, że za żaden nie zapłaciłam ceny niewyobrażalnie wielkiej, gdyż miałam okazje Clinique'a i Benefit'a mieć jako próbki, co do Wibo nawet nie płacze z jego powodu. Gdybym wydała te pieniądze na te tusze to nie wiem czy nie byłyby przypadkiem  pieniądze wyrzucone w błoto. Dlatego szczerze namawiam jeśli macie okazję coś przetestować w formie próbki nie zastanawiajcie się długo.

Co myślicie o tych tuszach? Miałyście już z nimi przyjemność się poznać? A może Wasze doświadczenia są zupełnie inne? Czekam na Wasze opinie? 
Pozdrawiam Was wiosennie 
Wasza 

 

czwartek, 16 maja 2013

Clinique 7 days scrub cream

      Dzisiaj szybka recenzja kremowego peelingu do twarzy Clinique 7 day. Zawsze uważałam, że kosmetyki Clinique nie są na moją kieszeń i troszkę szkoda mi było wydawać na nie pieniądze. Udało mi się jednak przetestować Clinique 7 day scrub cream.


W miętowo-zielonej plastikowej tubie zamknięto 30 ml kremowego peelingu do twarzy. Opakowanie plastikowe z zakrętką. Jedynym minusem tego opakowania jest kwestia wykańczania kosmetyku, żeby użyć go naprawdę do końca trzeba niestety przeciąć tubę i wydłubać resztki z dna. 


Konsystencja peelingu jest kremowa. Peeling Clinique jest dość zbity, co za tym idzie nie spływa nam z twarzy. Łatwo się go nakłada, ale i nie ma problemu ze zmyciem go z twarzy. Krem jest w kolorze białym z łatwo wyczuwalnymi pod palcami przezroczystymi drobinkami. Drobinki dość małe, ale radzące sobie ze ścieraniem martwego naskórka. 



 Wydajność bardzo dobra, gdyż nie potrzebujemy dużej ilości peelingu by oczyścić skórę twarzy. Po takim oczyszczeniu buźka jest świeża, oczyszczona i nawilżona. Ci co nie lubią kiedy na twarzy pozostaje nawilżająca warstewka, myślę, że nie polubią się z  Clinique 7 day, gdyż niestety ten peeling ją pozostawia. Mi osobiście w niczym to nie przeszkadza biorąc pod uwagę, że niekiedy czuję ten niedosyt nawilżenia swojej twarzy. Mogę przyznać z czystym sumieniem, że jest to udogodnienie. 
Osobiście peeling od Clinique kiedy biorę dłuższa kąpiel traktuję jak 2 w 1 czyli peeling-maseczkę. Najpierw rozprowadzam go na buźkę, delikatnie masuję twarz, pozostawiam na kilka minutek, a później zmywam całość. Moja skórka na buźce po takim peelingowaniu jest świeża, miękka, nawilżona i przede wszystkim bez zbędnych odstających suchych skórek. Nie mam się do czego przyczepić i jestem jak najbardziej z pozytywną oceną tego produktu. Jedynie do czego mogłabym się przyczepić to cena, ale cóż gdzieś trzeba zaoszczędzić by później móc wydać na coś innego. Myślę, że jeszcze nie raz wrócę do niego, chyba że znajdę coś innego takiego samego tyle, że w bardziej przystępnej cenie. 


A czy Wy już używałyście Clinique 7 day scrub cream? Czy może macie jakiegoś innego faworyta do  peelingu twarzy? 

Pozdrawiam i ścickam Was ciepło