Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lush. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lush. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 marca 2015

Ayesha świeża maseczka do twarzy od Lush...

Witajcie!
Ach maseczka od Lush muszę napisać o niej kilka słów, bo jakby inaczej. Po tym jak już nazbierałam pięć opakowań po czyścikach postanowiłam wymienić je na darmową maseczkę w Lush. Długo się zastanawiałam, którą to wybrać. Postawiłam na maseczkę Ayesha może dlatego, że zaczynam czuć już swój wiek.

Ayesha świeża maseczka z Lush

niedziela, 28 grudnia 2014

Lushowa limitka Bûche de Noël...

Kochani!
Przepraszam za tak długą przerwę. Stęskniona wracam do blogowania. Troszkę recenzji się nazbierało, niektóre kosmetyki wciąż są na etapie testowania. Dzisiaj kilka słów o limitowanej świątecznej wersji czyścika Lushowego Buche de Noel. Jest to recenzja dla wszystkich fanów zapachu marcepana z połączeniem mandarynki i żurawiny.
Lush Buche de Noel

środa, 22 października 2014

Jesienni ulubieńcy...

Witajcie!
Przybywam dziś do Was z jesiennymi ulubieńcami. Jedni już ich znają, a drudzy być może dopiero oglądają. Nie przedłużam i zapraszam Was do lektury. 


piątek, 5 września 2014

Fresh Farmacy moja lushowa miłość...

Kochani!

Przychodzę do Was z moją nową miłością Lushową czyli z czyścikiem Fresh Farmacy.
Moim pierwszym doznaniem jeśli chodzi o firmę Lush był czyścik Angels On Bare Skin i nie wiem dlaczego aż tak bardzo mnie nie oczarował. Pózniej zakupiłam sobie Let The Good Times Roll popcornowy czyścik, który stał się moim ulubieńcem, następnoe dołączyła do nich Aqua Marine. Teraz przyszedł czas na Fresh Farmacy czyścik do mycia twarzy w formie kostki.

Lush Fresh Farmacy 
źródło: https://www.lush.co.uk/products/cleansers/fresh-farmacy

poniedziałek, 21 lipca 2014

Nowości kosmetyczne lipca...

Cześć Wszystkim!
Kochani moi dzisiaj pokaże Wam co zakupiłam w lipcu do swojej kosmetyczki.
Dalej trzymam się tego, że zużywam na bieżąco, a kupuje tylko to co jest mi niezbędne.
Zapraszam Was do mojej lipcowej kosmetyczki.

Nowości lipca:Veet, Sally Hansen, Garnier, Collcection, Loreal, Batiste, V05
Jeśli chodzi o kosmetyki do depilacji jestem bardzo sceptycznie nastawiona do nich. Nie wiem dlaczego, ale uległam firmie Veet i kremowi do depilacji pod prysznic. Zobaczymy czy okaże się ulubieńcem, czy go znienawidzę, bo bedzie to bubel?

Veet krem do depilacji pod prysznic
Ach Sally Hansen i słynny żel do usuwania skórek. Miałam go na swojej liście chciejstw w momencie kiedy pojadę do Polski. Ku mojejmu zaskoczeniu znalazłam go w swoim lokalnym Bootsie tylko dlatego, że wstawiona została cała szafa firmy Sally Hansen juupi!!! 

Sally Hansen

Toniki z firmy Garnier lubię. Poprzedni, który miałam był z ekstraktem z winogron, tym razem kupiłam sobie tonik, ale do cery wrażliwej bezzapachowy.

Garnier tonik Simply Essentials

Poszłam tylko zakupić mój ulubiony korektor z firmy Collection, a wróciłam i z korektorem i z pudrem Lasting Perfection.

Lasting Perfection puder i korektor

Skusiłam się też na lakier do włosów Loreal Elnett Satin. Muszę przyznać, że już po pierwszym razie nie żałuje jego zakupu. Co prawda to małe opakowanie, ale wiem, że następne będzie pełnowymiarowe.

Loreal Elnett Satin
Do torebki kupiłam też małe opakowanie suchego szamponu Batiste czasami warto mieć taką alternatywę w sytuacji awaryjnej.

Batsite
A na koniec olejki do włosów firmy V05 kupiłam je jedynie dlatego, że za 4 olejki zapłaciłam Ł1 dlatego też wzięłam dwa opakowania.

V05 olejki do włosów

Na koniec zostawiłam Wam moje skarby z Lush. Nie mogłam się oprzeć i musiałam kupić Aqua Marine, Fresh Farmacy mydełko i poprosiłam o próbkę peelingu Ocean Salt.

Aqua Marina, Ocean Salt, Fresh Farmacy

To by było na tyle z moich nowości lipcowych. Nie będę Wam obiecywać, że pojawią się bardzo szybko recenzje, bo to tylko zależy od mojego małego Szkraba i jego humoru, choć naprawdę czasami bardzo bym chciała coś naskrobać, ale niestety czas mam ograniczony. Na pierwszym miejscu moja Ptaszyna.


A co w Waszych kosmetyczkach nowego pojawiło się w lipcu?
Pozdrawiam Was z gorącej Anglii 
Mama małego Szkraba
Wasza 





czwartek, 3 lipca 2014

Wiosenne denko cz.1 kosmetyki na "tak"

Witajcie Kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem zdenkowanym. Chciałabym Wam przedstawić kosmetyki do których napewno wrócę lub już ponownie je kupiłam. 

PIELĘGNACJA TWARZY:
 
Avene, Lush, Saipan, Garnier

Odżywczy krem do twarzy Avene - bardzo dobry krem jeśli chodzi o odżywianie i nawilżanie skóry twarzy. Treściwy co też wspaniale spełnia się w okresie jesienno - zimowym, na lato troszkę za bogaty jak dla mnie. Powrócę do niego napewno.
Woda termalna Avene - jak do tej pory nie miałam lepszej i jak dla mnie naprawdę bardzo dobra.
Let the good times roll Lush - genialny czyścik do twarzy od Lush, bardzo dobrze peelingował twarz, ślicznie pachniał, a przede wszystkim skóra po takim oczyszczeniu naprawdę była oczyszczona i do tego nawilżona duży plus dla Lusha za ten produkt.
Algi białe- maska gumowa Saipan - cudowna maska algowa, która nie tylko nawilżała, ale i potrafiła ukoić skórę. Mam już drugie opakowanie dlatego też niedługo przygotuję dla Was o niej post.
Tonik z ekstratem z winogron Garnier - milo czasami wrócić do toniku z przed lat i dalej być z niego zadowolonym. Tani i dobry jedyny produkt z Garnier, który mnie nie zawiódł.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW:

Alterra, Kerastase, Argan Oil

 
Szampon i odżywka Alterra ( granat i aloes ) - oba produkty godne polecenia. Świetnie razem sprawdzają się w pielęgnacji włosów. Moim zdaniem cenowo bardzo przystępne, a i spełniają swoje oczekiwania.
Ampułka vita-ciment Kerastase - owszem naszpikowana chemią, ale moje włosy mimo wszystko czasami potrzebują i takiego wspomagacza. Szkoda tylko, że jest dostępna w sklepach internetowych lub na allegro, tak czy inaczej zapewne do niej jeszcze wrócę.
Argan Oil maska nawilżająca do włosów - mój hit jeśli chodzi o pielęgnację włosów. Nie dość, że mega tania, pięknie pachnie zielonym jabłuszkiem, a do tego hmmm stuprocentowe zadowolenie z nawilżenia i wygładzenia włosów.

PIELĘGNACJA CIAŁA:

Babydream, Hipp, Lady Speed Stick, Neal's Yard, Perfecta SPA

 
Emulsja do kąpieli Babydream - kupię ją jeszcze nie raz, moje ciało i przed ciążą, ale i w ciąży bardzo tą emulsję lubiło. Polecam każdemu.
Oliwka do ciała Hipp - jak dotąd najlepsza oliwka do ciała na rynku kosmetycznym, pozbawiona wszelkich dodatków chemicznych. Uwielbiam ją ja, ale i mój Synek również. 
Lady Speed Stick - to mój stały bywalec kosmetyczny, który chroni mnie od przykrego potu zawsze i wszędzie jest ze mną. Nie wiem ile opakowań już zużyłam.
Masło wygładzające Perfecta - zapach marcepanu już na dzień dobry mnie uwiódł, a samo masło i jego lekka formuła zachęca do ponownego rozsmarowania. W połączeniu z peelingiem do ciała tej firmy duet doskonały. 
Krem do rąk Neal's Yard - Krem z miodem organicznym oraz olejkiem pomarańczowym. Bardzo dobry krem do rąk szczególnie zimą rewelacyjnie otulał moje dłonie, a przy tym zapach pomarańczy. Ach i och.


To są kosmetyki do których wrócę jeszcze nie raz. To lista produktów które mnie nie zawiodły, które mogę polecić każdemu.
 A czy Wy macie takie produkty do których wracacie po każdym zdenkowaniu?
Pozdrawiam Was cieplutko 
Zapracowana Mama Małego R. 



wtorek, 4 marca 2014

Marina ach Marina zawróciłaś mi w głowie...czyli Aqua Marina od Lush

Witajcie Kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem o czyściku firmy Lush, który zawrócił mi w głowie. Dostałam go w sklepie Lush w małym pojemniczku do przetestowania. Kiedy byłam po świętach w Lushu stwierdziłam, że chce koniecznie chcę mieć właśnie ten czyścik, po czym okazało się, że moje kosmetyczno - ciążowe zachcianki to nie było to. Zapach jakoś mi nie do końca pasował i zdecydowałam się na Let the good time roll, którego uwielbiam. Aqua Marina wylądowała w lodówce i czekała na swoją kolej.
Jak użyłam Mariny raz, Kochani przepadłam. Kolejnym moim chciejstwem w wersji pełnowymiarowej jest właśnie Aqua Marina.

Aqua Marina -  Lush


OPAKOWANIE I WYGLĄD:
Mimo, że to wersja do przetestowania to mały, czarny typowy pojemniczek taki w jakim można kupić produkt pełnowymiarowy. 
Sama pasta wygląda jak sushi. 


https://www.lush.co.uk/product/6439/100g-Aqua-Marina



KONSYSTENCJA:
Ten czyścik od Lusha to treściwa pasta zbita w jedna całość. Jeśli chcemy ją wydobyć to według mnie można ją urwać kawałek ewentualnie plastikową szpatułką bądź łyżeczką. Pasta zawiera w sobie aloes, który działa uspokajając skórę, glinkę, która oczyszcza oraz algi, które bogate są w minerały. Wygląda jak różowa papka z zielonymi algami. 


Aqua Marina - Lush


ZAPACH:
Jak go wąchałam w sklepie to jednym słowem waliło łososiem na dzień dobry. Jak przywiozłam do domu to zapach trudny do określenia, ale z pewnością nie pachnie rybą. Trudny jest do zidentyfikowania, ale mi zdecydowanie pasuje.

SKŁAD:

 
*occurs naturally in essential oil

Niestety składu nie miałam na opakowaniu, więc dla zainteresowanych zostawiam źródło skąd skopiowałam czyli strona Lusha:  klik

MOJA OPINIA I SPOSTRZEŻENIA:
Przepadłam z dniem kiedy otworzyłam ten mały pojemniczek i wmasowałam czyścik z twarz. Moja twarz go pokochała. Kiedy używałam Angel Bare on Skin miałam bardzo mieszane uczucia. Aqua Marina uwiodła mnie od razu. Zapach zdecydowany, ale nie przeszkadza mi nawet kiedy jestem w ciąży, choć w sklepie nie byłam zdecydowana. Skład nie znam się za bardzo na nim, ale skoro zawiera glinkę, która oczyszcza moją twarz, algi, które działają również dobroczynnie, aloes, który koi, olejki, a moja skóra te składniki lubi to chyba jest to wielki plus.
Nim nałożę ją twarz urywam kawałek z pudełeczka mieszam troszkę z wodą i wtedy aplikuje na twarz. Trzymam kilka minut nim się wyprysznicuje następnie zmywam. Jeśli chodzi o zmywanie jej z twarzy nie ma najmniejszego problemu. Świetna pasta 2 w 1 czyścik i maseczka.
Moja skóra po użyciu tej pasty jest dobrze oczyszczona, nawet resztki makijażu dobrze usuwa z twarzy. Świetnie nawilża i odżywia skórę. Nigdy nie czułam żadnego ściągnięcia nawet już po pierwszym użyciu. Nie zapycha porów. Do tego mam wrażenie, że po umyciu twarzy Aqua Mariną twarz jakby odzyskuje blask i wygląda na bardzo świeżą. Mam ogromną ochotę na pełnowymiarowe opakowanie i jak tylko skończę czyścik Let the good time roll zakupie sobie właśnie Aqua Marinę bez dwóch zdań. 


Aqua Marina -  Lush


A czy Wam zawróciła już w głowie Aqua Marina? Mieliście okazję ją testować?
Serdeczne uściski
Wasza 




wtorek, 14 stycznia 2014

Lush Let the good times roll - moja popcornowa miłość

Moi Kochani!
Chcę Wam przedstawić moją nową popcornową miłość. Miłość bardzo przypadkowa. Po świętach będąc w sklepie Lush napaliłam się jak szczerbaty na suchary na czyścik do twarzy wersji świątecznej Buche de Noel. Niestety kiedy już przejrzałam wszystkie kosmetyki i go tam nie znalazłam zapytałam panią czy jest możliwość go dostania. Niestety przemiła pani z Lusha powiedziała, że wszystko już wyprzedane, ale jeśli jestem zainteresowana to pokaże mi też świąteczną wersję, którą zapewne polubię. Rzeczywiście tak się stało. 

Lush -  Let the good times roll

OPAKOWANIE I WYGLĄD:
Typowy czarny, plastikowy słoiczek. Wygodny w dłoni, z szeroką zakrętką. Bardzo przyjemnie wybiera się produkt ze słoiczka na dłonie. Praktyczny gdyż można sobie wyjąc taką ilość produktu jaką potrzebujemy by móc ją później wykorzystać. 
Opakowanie bez żadnych udziwnień takie właśnie lubię proste, zwykłe, bez żadnych przekoloryzowanych zbędnych detali.

KONSYSTENCJA:
Jest to rodzaj takiej papki lub też pasty. Dość mocno zbitej i naprawdę treściwej. Dobrze się nabiera w palce, nie kruszy się i razem w połączeniu z wodą świetnie się rozprowadza na skórze twarzy. 
Ten kosmetyk to taki rodzaj czyścika połączonego z drobinkami peelingującymi. Drobinki są bardzo malutkie, wyczuwalne pod palcami, ale działanie ścierające mają bardzo dobre. Ścierają zbędny naskórek z twarzy, dobrze sobie radzi z suchymi skórkami, ale bynajmniej nie podrażniają skóry twarzy. 

Lush - Let the good times roll

Lush - Let the good times roll
Po zmyciu twarzy na skórze pozostaje delikatna warstewka, która delikatnie nawilża i wygładza twarz.

ZAPACH:
Przyjemny dla naszego nosa. Zapach słodkiego karmelowego popcornu. Trzeba byłoby samemu pokusić się o otwarcie takiego słoiczka i powąchanie go na żywo, ja niestety nie umiem Wam dokładnie tego zapachu opisać.Zapach obłędny taki otulający, świetny na zimę.

POJEMNOŚĆ:
W pudełeczku znajduje 100g pasty - czyścika.

SKŁAD:
Produkt jest ręcznie robiony z naturalnych składników. Moja pasta, czyścik została wykonana przez Wiolę:


Okres przydatności jest bardzo krótki, bo tylko cztery miesiące, ze względu na to, że jest wykonany z naturalnych składników.

Zawiera  w sobie mąkę kukurydzianą, glicerynę, talk, wodę, olej kukurydziany, polenta, cynamon sproszkowany, perfumy, ekstrakt z gardenii, popcorn.

Lush popcornowy czyścik

DZIAŁANIE:
Oczyszcza, peelinguje, masuje, wygładza i do tego genialne nawilża skórę twarzy. 

MOJA OPINIA I SPOSTRZEŻENIA:
Jest to naprawdę bardzo dobry czyścik od firmy Lush. Szkoda tylko, że pojawia się sezonowo w okresie świątecznym. Słyszałam, że wielu klientów było niezadowolonych z tego, że właśnie Lush miał wycofać ten produkt z oferty. Po interwencjach klientów produkt został przywrócony do obiegu. Wszyscy są szczęśliwi, ja również. Mimo, że miałam już czyścik od Lusha był to Angel on Bare Skin i był dla mnie przeciętny. Ten jest rewelacyjny. Cudownie masuje, usuwa martwy naskórek i pozostawia skórę wprost aksamitnie wygładzoną. Pozostawia delikatną warstewkę na twarzy, która sprawia, że skóra jest miękka w dotyku i dostatecznie nawilżona. Niesamowicie wydajny, nie trzeba go wiele by zaaplikować go na twarzy, a i tak potrafi spełnić oczekiwania użytkownika. Dla mnie jest to bardzo dobry produkt, szkoda tylko, że sezonowy i ma bardzo krótki okres ważności to są minusy, ale do reszty produktu nie umiem się przyczepić, bo wszystko jak dla mnie jest na " tak ". 
Myślę, że będę do tego produktu wracać każdego roku przed świętami, bo zdecydowanie podbił mój gust kosmetyczny.

Lush Let the good times roll

Szybkie podsumowanie:

PLUSY:
  • dobrze usuwa martwy naskórek
  • bardzo dobra konsystencja
  • cudowny zapach
  • nawilża, wygładza, oczyszcza, masuje skórę twarzy 
MINUSY:
  • kosmetyk sezonowy
  • krótka data ważności

 Używałyście już czyścika Lush Let the good times roll? 
 Pozdrawiam Was serdecznie 
Wasza 




poniedziałek, 2 września 2013

Wakacyjne, lipcowo-sierpniowe denko

Witajcie Kochani!
    Dzisiaj post jeszcze troszkę wakacyjny, gdyż jest to lipcowo-sierpniowe denko. Są kosmetyki, które sięgnęły dna, a ja chciałabym je Wam pokazać. Kosmetyki podzieliłam sobie tematycznie czyli: coś na włos, coś na twarz, coś do ciała, coś na dłonie, coś odświeżającego i saszetkowy misz-masz :) 

Coś na włos:
Moroccan Argan Oil szampon i odżywka oraz ampułka Kerstase 

Szampon i odżywka Organix towarzyszyły mi bardzo długo, aż doczekały się dna. Zapewne kupię jeszcze szampon i odżywkę, przede wszystkim za zapach, za wydajność i za to, że moje włosy pokochały szampon jak i odżywkę. Jeśli interesuje Was recenzja zapraszam tutaj klik
           Kupiłam sobie jakiś czas temu ampułkę Kerstase Vita-Ciment, moja fryzjerka mi ją polecała.  Czy się sprawdziła i czy jeszcze ją kupię? Tak zdecydowanie tak, chętnie ją jeszcze na swoich włosach chcę poczuć.

Coś na twarz:

Lush Angels on Bare Skin, Avene woda termalna i tonik, serum Balance
 Lushowy aniołek Angels on Bare Skin zdenkowałam go, ale fajerwerków nie było. Był dobry, być może jeszcze do kiedyś do niego wrócę. Pisałam o nim tutaj: klik jeśli potrzebujecie więcej informacji.
Moi letni ulubieńcy czyli Avene woda termalna oraz tonik do twarzy. Zdecydowanie kupię te kosmetyki jeszcze raz. Wody termalnej Avene używam przez cały rok. Tonik Avene również chętnie kupię go jeszcze raz, naprawdę godny uwagi.
Serum nawilżające Balance do twarzy okazało się niezłym kosmetykiem wakacyjnym. Bardzo dobrze współpracowało to serum wraz z kremem nawilżającym, niekiedy stosowałam też pod makijaż mogę szczerze napisać, że byłam z niego zadowolona. Wygodna buteleczka z aplikatorem w formie pipetki, tak myślę, że jeszcze jak je trafię to je kupię. 

 Często też wracam w swojej pielęgnacji twarzy do ampułek Rival de Loop. Koncentrat aloesowy z minerałami cudownie nawilża i odżywia skórę twarzy. Latem kiedy słoneczko świeciło, opalało moją buźkę, również przesuszyło ją delikatnie, wtedy ratunkiem dla mojej skóry twarzy była ta ampułka. Jeszcze nie raz ją kupię. Polecam.

Rival de Loop, ampułka aloesowa
 Jeśli chcesz o niej wiedzieć więcej zapraszam Was tutaj

Coś do ciała:

A co znalazło się w pielęgnacji ciała? Dwa kosmetyki jeden od Nivea, a drugi od Balea

Nivea balsam do mycia ciała, Balea żel pod prysznic kokosowy z kwiatem tiare
Balsam do mycia ciała pod prysznic Nivea to była miłość od pierwszego nabalsamowania się pod prysznicem. Nic dodać, nic ując jeszcze nie raz będzie u mnie gościł, jak tylko rozleniwię się z balsamowaniem ciała. Obszerniejsza recenzja, zapraszam zainteresowanych tutaj
Jeśli chodzi o żel pod prysznic Balea, nie zachwycił mnie zbyt bardzo, ale może kiedyś jeszcze jak będę miała okazję to zrobię do niego drugie podejście. Chcecie wiedzieć o nim więcej to możecie zajrzeć właśnie tutaj

Coś na dłonie:

L'occitane krem do rąk z 20% zawartością masła shea
Ten krem towarzyszył w mojej torebce, zawsze wtedy kiedy czułam, że moje dłonie są suche i potrzebują nawilżenia. Oceniłam go bardzo średnio, ale myślę, że jeszcze kiedyś pojawi się na moich dłoniach. Dobrze nawilżał suchą skórę dłoni. Ponadto małe opakowanie, wygodne do noszenia w torebce :)

Coś odświeżającego:

Adidas pure lightness, Gillette Satin Care Olay
 
Adidas pure lightness lekki, letni, zapach, który odświeżał mnie kiedy tego potrzebowałam. Świetnie się spisywał i niekiedy koleżanki z pracy pytały mnie: Czym Ty tak ładnie pachniesz? Odświeżenie szybkie i gwarantowane na długi czas. 
Gillette Satin Care Olay zadbał o moje gładkie nóżki bez wystających niechcianych włosków. Żel do golenia Gillette Satin Care, zawsze sięgam po niego to nie jest moje pierwsze opakowanie i zapewne ostatnim też nie jest.

Saszetkowy misz-masz:

Próbki i maseczki
Vichy Idealia chętnie ją wypróbowałam i zastanawiam się nad kupnem pełnowymiarowego opakowania. 
Pat&Rub rewitalizujący balsam do rąk żurawina-cytryna. Fajnie nawilżał moje dłonie, ale troszkę przeszkadzał mi zapach był za intensywny. 
Maseczka Dermika-Perfekcja cudowna maseczka z glinką zieloną, po którą czasami sięgam. Wspaniale odświeża, nawilża i oczyszcza buźkę. Naprawdę ją polecam, myślę, że ją znacie. Jeśli lubicie glinkę w maseczkach to ją serdecznie Wam polecam.
Luvos maseczka z glinką. Maseczka, której nigdy wcześniej nie używałam okazała się bardzo dobrą maseczką, szkoda, że nie mam do niej lepszego dostępu. 
Aussie 3 Minute Miracle- 3 minutowa odżywka z aloesem i olejem jojoba. Nie była zła, ładnie pachniała, ale raczej nie skuszę się nią ponownie. 

Mam nadzieję, że dotarliście do końca. A jak Wasze projekty sierpniowych denek? 
Pozdrawiam Was serdecznie 
Wasza 




sobota, 22 czerwca 2013

Lushowy aniołek czyli Angels On Bare Skin

Kochani!
  Dzisiaj będzie o lushowym aniołku, znanym i osławionym przez blogerki. Nie mogłam się też obejść by go nie kupić i nie przetestować Angels On Bare Skin od Lush. Testowałam go dokładnie przez trzy miesiące od momentu zakupu. Jak się sprawował zapraszam Was na recenzję.


OPAKOWANIE I WYGLĄD:  
Okrągły, czarny plastikowy pojemniczek z zakrętką. Plastikowy słoiczek ułatwia aplikację produktu, dzięki czemu łatwiej możemy odmierzyć sobie ilość jaką chcemy wyjąć z pojemniczka. Pojemność pojemniczka mieści 100g produktu. Myślę, że jak na taki produkt to jest to wystarczająca ilość. Biorąc pod uwagę, że produkt jest ważny trzy miesiące.


KONSYSTENCJA I SKŁAD:
Konsystencją przypomina zbitą mocno grudkę plasteliny lub zrolowanej pasty, która pod ciepłem rąk zaczyna być miękka i gotowa do formowania. 



Ja zawsze starałam się wyjąć sobie niewielki kawałeczek po czym,  ugniatałam sobie taką niewielką kuleczkę, zwilżałam ją wodą i delikatnie masowałam buźkę.
Wszystkie produkty Lusha są ręcznie robione ze świeżych składników. Angels On Bare Skin zawiera w sobie naturalne oleje takie jak: olej lawendowy, olej rumiankowy, olej różany, olej z kwiatu aksamitki. Do tego zmielone migdały, koalina czyli glinka biała, woda, gliceryna oraz kwiat lawendy. Całość jest połączona w pastę lub jak ja to nazywam grudkę plasteliny zapakowana w plastikowym pojemniku. 

ZAPACH:
Pierwszy zapach, który jest dość intensywny to lawenda i jest ją czuć najwięcej. Później jak mocniej powąchamy, a zapach lawendy zmaleje czuje się zmielone migdały. Ogólnie zapach jak i smak jest słodki.

MOJA OPINIA I SPOSTRZEŻENIA: 
Angels On Bare Skin używałam przez trzy miesiące według tego jaka była data ważności czyli trzy miesiące. Co do tego produktu od Lusha mam mieszane uczucia. Z jednej strony dobrze oczyszczał skórę twarzy. Buzka była oczyszczona, miękka i delikatna w dotyku, a z drugiej strony nie zauważyłam nic szczególnego co by więcej robił. Owszem skóra była nawilżona po takiej sesji masująco - peelingującej. Spodziewałam się troszkę więcej, a tego efektu ' wow ' nie zauważyłam. Jedna rzecz, która mi troszkę przeszkadzała to zmywanie produktu z twarzy. Kilka razy trzeba było dobrze go zmyć z twarzy, żeby pozbyć się wszystkich drobinek. Jeśli chodzi o starte drobinki migdału musiałam uważać, żeby nie przedostały się do oczu. Przestrzegam przed tym zwłaszcza osoby, które noszą soczewki kontaktowe. Cała reszta jak już wcześniej wspominałam była jak najbardziej w porządku, ale chyba mi Angels on Bare Skin nie przypadł do końca do gustu. Pytanie czy jeszcze pojawi się w mojej kosmetyczce? Chyba raczej nie. Jeśli taki produkt będę miała to chyba pokuszę się o to, że sama zrobię go w domu. 

A czy Wy miałyście już okazję gościć w swoich kosmetyczkach Lushowego Aniołka? Czy okazał się aniołkiem czy diabełkiem zdzierającym martwy naskórek? 







 









wtorek, 23 kwietnia 2013

Lush cukrowy peeling do ust o smaku Bubblegum

   W poprzednim tygodniu wybrałam się w końcu na wycieczkę do sklepu Lush. Od razu kiedy weszłam do sklepu piękne zapachy dotarły do mego nosa, a obsługa Pań, które tam pracują była naprawdę na piątkę z plusem. Tyle, że ja wybrałam się po konkretne gadżety kosmetyczne. Jednym z nich był peeling cukrowy do ust o smaku Bubblegum.   


Nie mogłam się doczekać kiedy zacznę go testować. Po tym jak otworzyłam słoiczek ten zapach od razu przywołał mi czasy dzieciństwa, bo któż z nas nie żuł gumy balonowej. 

 
 Peeling cukrowy do ust firmy Lush jest ręcznie robiony z naturalnych produktów, a data przydatności na ten produkt wynosi rok. Kosmetyk został wyprodukowany ze składników naturalnych. Peeling do ust jest wykonany na bazie drobno zmielonego cukru, organicznego olejku jojoba i dodanych barwników. Sam produkt jest zamknięty w małym, szklanym słoiczku o pojemności 25g. Słoiczek jest niewielki, poręczny, a i wygląd jest prosty, nieprzesłodzony, co mi bardzo odpowiada. Po otworzeniu sposób nabierania produktu jest wygodny ze względu na szeroką szyjkę słoiczka. Zapach jest obłędny, a smak rzeczywiście nic innego jak guma balonowa do żucia.   
Jeśli chodzi o samą aplikację i używanie mogę powiedzieć, że jest dziecinnie prosta. Delikatnie zwilżam usta wodą, nakładam niewielką ilość peelingu i kolistymi ruchami wykonuję masaż ust. Cukrowe drobinki usuwają suche skórki, a przy tym kolejnym bonusem jest wykonany masaż ust. Ostrzegam by za mocno nie trzeć ust, bo możemy im tylko wyrządzić krzywdę i usta następnie mogą piec lub być podrażnione. Usta po wykonanym peelingu są gładkie, aksamitnie miękkie i myślę, że troszkę ukrwione. Po tym jak już zlizuję peeling z ust, smaruję usta pomadką Nivea. Mam wrażenie, że to nawilżanie po takim peelingu jest efektywniejsze, a przy tym kiedy maluje usta kolorową szminką moje usta wyglądają na dużo zdrowsze. Mogę się cieszyć pięknym kolorem szminki, a nie martwić się czy widoczne są na nich suche skórki. 
Peeling cukrowy o smaku Bubblegum firmy Lush to nie tylko fajny gadżet w kosmetyczce, ale też czysta przyjemność jego używania. Dla mnie produkt na piątkę z plusem, jestem nim oczarowana i myślę, że sięgnę po inne smaki peelingu cukrowego do ust firmy Lush. Przez najbliższy czas mojej pielęgnacji ust będzie towarzyszył peeling cukrowy z Lusha, bo któż chociaż przez chwilę nie chce sobie przypomnieć czasów dzieciństwa i gumy balonowej w ustach. 

A czy Wy już miałyście okazję przetestować cukrowy peeling o smaku Bubblegum od Lush? A może znacie inne peelingi do ust, które również potrafią zdziałać cuda?